Dzisiejsza data:

Tadeusz Bonifacy Chrzanowski

(14 maja 1926 Kraków – 24 grudnia 2006 Kraków)

historyk sztuki, literat, tłumacz, fotografik 

rodzina

syn Wincentego, właściciela majątku pod Hrubieszowem, i Izabeli Czecz de Lindenwald, właścicielki majątku w podkrakowskim Bieżanowie

w 1952 roku poślubił Teresę Lewicką, córki: Elżbieta (Kluczewska) i Agnieszka

biogram

           Dzieciństwo spędził w Moroczynie, w pałacu w dobrach hrubieszowskich, następnie zamieszkał wraz z rodziną w majątku matki w Bieżanowie pod Krakowem.

           Na konspiracyjnych kursach zdał maturę, rozpoczął studia na ówczesnej Akademii Handlowej, a dwa lata później zapisał się na studia z historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po ukończeniu studiów, wraz z przyjacielem Marianem Korneckim, prowadzili inwentaryzacje zabytków ziemi krakowskiej, Śląska Opolskiego, Pomorza, Warmii i Mazur, efektem czego było powstanie między innymi dziesiątków tomików Katalogu Zabytków Sztuki w Polsce oraz około 300 książek i publikacji. Podczas wypraw inwentaryzacyjnych posługiwał się aparatem fotograficznym, którego możliwości dobrze poznał dzięki swemu ojczymowi, wybitnemu fotografikowi Włodzimierzowi Puchalskiemu.

           Przez wiele lat współpracował z „Tygodnikiem Powszechnym” i paryską „Kulturą”, drukował też w krajowych wydawnictwach drugiego obiegu (pod pseudonimami Tymoteusz Klempski lub Józef Szrett). Uzyskał także akceptację jako tłumacz, uczestnicząc w przekładzie dwóch tomów antologii poezji francuskojęzycznej oraz w kilkunastu przekładach z języka niemieckiego, francuskiego, włoskiego i hiszpańskiego arii operowych, ballad i pieśni. Interesował się różnymi problemami, ale przede wszystkim zajmował się kulturą polskiego sarmatyzmu oraz historią i kulturą Kresów Wschodnich.

            W swojej pedagogicznej karierze wypromował ponad stu magistrów historii sztuki (głównie na KUL, ale także w Katedrze Etnologii Słowian UJ), szesnastu doktorów, do tego zrecenzował kilka prac habilitacyjnych oraz kilkanaście doktorskich. Wykładał w kraju, a także w Stanach Zjednoczonych i we Włoszech.

           Przyjaźnił się z dwoma wybitnymi pisarzami: Janem Józefem Szczepańskim i Zbigniewem Herbertem:

Był tu przed chwilą (2003):

           Poznaliśmy się jakoś wkrótce po wojnie i szybko zaprzyjaźnili. W 1946 r. współorganizowałem klub dyskusyjny „Logofagów” i do tej gromadki, skupionej przy krakowskiej YMCE, wciągnąłem Jana. Nie udało nam się przeżyć batiuszki Josipa Wissarionowicza i w wyniku jego śmierci w 1953 roku rozwiązaliśmy się, kończąc dobrze rozkwitającą karierę. Rzecz wydawać się mogła epizodyczna, a jednak z tego grona wyrosło szereg ludzi wybitnych. Głównym inicjatorem był historyk sztuki Andrzej Ciechanowiecki, należeli do klubu wychowankowie UJ: dziennikarze, jak Jacek Woźniakowski, prawnicy jak Andrzej Rozmarynowicz, Józef Skapski, Benedykt Łubieński, Adam Szpunar; mieliśmy także własnych marksistów w osobie Henryka Markiewicza. Żywo popierał nas „Tygodnik Powszechny”.

Zbyszek, jakim go widziałem (1998):

           A widziałem dawno i niedawno zarazem. Może to był z mojej strony błąd, zaniedbanie, a może najzwyczajniejsze tchórzostwo, odkąd bowiem powrócił z Paryża, nie byłem u niego ani razu i nasze kontakty ograniczały się do nieczęstej korespondencji, a ostatnio – dosłownie przed kilku tygodniami – przesłał mi swój ostatni tom wierszy, Epilog burzy, z przemiłą, cieniutkimi zygzaczkami wypisaną dedykacją.
           Poznaliśmy się bardzo dawno, wkrótce po wojnie, w dość niezwykłych okolicznościach, podczas studiów bowiem w Akademii Handlowej (dzisiejszej Akademii Ekonomicznej), które odbyliśmy, dyskutując często problemy z zakresu podwójnej księgowości i rachunkowości kupieckiej, ani razu nie zgadawszy się o naszych prawdziwych zainteresowaniach: o literaturze. Dopiero po studiach zetknęliśmy się ponownie na gruncie klubu „Logofagów” i wówczas zrodziła się przyjaźń, która przetrwała, chociaż Zbyszek wkrótce wyprowadził się do Torunia, potem na czas jakiś do Sopotu, by ostatecznie osiąść w Warszawie. Pisywaliśmy więc do siebie listy i posyłali nawzajem wiersze: mam do dziś cały plik jego ręcznie pisanych, właśnie owymi zygzaczkami, utworów z tamtego czasu i przypisuję sobie zasługę, że go namówiłem do przesłania kilku do „Tygodnika Powszechnego”, co zapoczątkowało wieloletnią współpracę z tym pismem.
           Spotykaliśmy się też nieustannie w czasie moich wypraw do Warszawy i jego wizyt w Krakowie, gdyż w pewnym momencie utworzyliśmy niewielką grupę wokół Stefana Kisielewskiego. Byli w niej: Leopold Tyrmand, Jan Paweł Gawlik, Zygmunt Kubiak, Zdzisław Najder, Wacław Sadkowski, Andrzej Łepkowski i jeszcze kilku innych. To były złe czasy i wspaniałe chwile rodzących się przyjaźni...
Od samego początku byłem oczarowany osobowością Zbyszka, a przede wszystkim jego poezją i prozą. Był kimś fascynującym, może nawet zbyt fascynującym, bo lgnęli do niego ludzie, których później niejednokrotnie odsuwał czy wręcz odpychał. I mogę też bez najmniejszej przesady napisać, że nie spotkałem w życiu człowieka bardziej zabawnego, błyskotliwego, pełnego niezwykłych pomysłów. Spędziliśmy razem we dwójkę oraz w większych gronach chwile, których nie sposób zapomnieć, i to zawsze właśnie dzięki niemu. Popijaliśmy chętnie, dopóki nie zorientowałem się, że jest to dla niego zabójcze, był bowiem dziedzicznie obciążony chorobą nawracającej depresji.
           Kiedyś spędzałem wakacje zimowe w Sopocie i był tam właśnie Zbyszek, który miał wykłady na uniwersytecie o „towarzyszu Ryłce”, czyli o poezji Rainera Marii Rilkego. I było to w wigilię powracającej fali depresji. Więc kiedyś w małej i niechlujnej knajpce otwarł się przede mną i opowiedział, czym są symptomy tego strasznego nawiedzenia, a wówczas zrozumiałem, że alkohol był w jakimś momencie po prostu próbą ucieczki. Dlatego potem denerwowało mnie zawsze, kiedy inni kiwali przemądrzale głowami, zwalając chorobę Zbyszka właśnie na pijaństwo, a ja mogę potwierdzić, że wiele, bardzo wiele naszych spotkań odbywało się bez wódy, wina czy piwa, a błyskotliwość rozmowy nie była przez to wcale mniejsza czy bledsza.
           Nie mam najmniejszej wątpliwości co do tego, że szczęśliwy los pozwolił mi zdobyć przyjaźń jednego z największych poetów mego kraju. Nic do mnie należy ocenianie tej poezji, moralistycznej i zarazem głęboko zanurzonej w pięknie. Zrobią to lepiej fachowcy od literatury. Chciałbym jednak, jako historyk sztuki, napisać, że nikt w naszej kulturze nie zdołał tak głęboko wniknąć w sferę sztuki zarówno w esejach, jak też w poezji. I miałem wielokrotnie możliwość sprawdzenia z autopsji jego fascynacji, a zwłaszcza jego wyczucie malarstwa było bezbłędne. Więc – nie uprawiając historii sztuki w sensie dyscypliny – uprawiał ją zawsze jako dworzakowską „historię ducha”, nawet wówczas, gdy pozornie żartował, na przykład opisując kamienne rzeźby romańskich kapiteli z opactwa Saint-Benoît-sur-Loire, w których w walce anioła z diabłem o duszę grzesznika podstawiał pod owego „Jedermanna” poetę Maksa Jacoba. Poeta kochał bowiem ludzkość w jej dokonaniach wielkich i najdrobniejszych, stając się piewcą przedmiotu: stołu, krzesła, lampy czy pióra z obgryzioną obsadką.
           Bo Zbyszek był poetą myślącym, co – o dziwo – nieczęsto się zdarza w tej sztuce, w której tak łatwo szybować po bezmiarach pięknego pustosłowia. I dlatego za swoje alter ego wybrał Pana Cogito. Był na pozór radosny i rozbrykany w latach swej rosnącej sławy, a jednak surowy, a czasem także nieubłagany. I zaklinając w swych wersach litość, czasem sam jej nie miał na tyle, by zrozumieć innych: słabszych, nie obdarzonych tak przenikliwym umysłem.

Ale dziś, kiedy sylwetka Pana Cogito oddala się w perspektywie sopockiej plaży, przypomina mi się zakończenie jego „bajeczki” zatytułowanej Wariatka:

W jej oczach widzę, jak u moich ramion stają
dwaj aniołowie: blady, złośliwy anioł Ironii
i potężny, miłujący anioł Schizofrenii.

            Nie ma już Zbyszka pośród nas, a przecież jest i pozostanie. Bo los nagradzał i karał go ponad zwyczajną miarę: karał cierpieniem i boleścią duszy, umysłu i ciała, a nagradzał potęgą słowa oraz Kasią: smutnym aniołem troskliwości, żoną i opiekunką, która nie odstępowała go do końca i która o wiele lat i wiele utworów przedłużyła jego doczesność.

                                                                      Pierwodruk: „Tygodnik Powszechny” 1998, nr 32. Cyt. za: Poznawanie Herberta 2

Pochowany na Cmentarzu Salwatorskim (sektor S, rząd 1, nr grobu 1).

wybrane publikacje:

1957 Powitanie lata poezje

1958Karczmy i zajazdy polskie

1967Rzeszów

1070Grudziądz

1971Bystrzyca Kłodzka

1972 Rynek krakowski

1974 - Rzeźba lat 1560-1650 na Śląsku Opolskim

1974 - Żywe i martwe granice

1976 – Graduał Karmelitański z 1644 roku O. Stanisława ze Stolca

1978 – Kalisz

1980 – Krynica

1982 – razem z M. Korneckim Sztuka Ziemi Krakowskiej

1984 - Działalność artystyczna Tomasza Tretera

1985 – Ołtarz Mariacki Wita Stwosza

1988 – razem z M. Korneckim Złotnictwo toruńskie

1989 - Wędrówki po Sarmacji europejskiej

1993 - Sztuka w Polsce Piastów i Jagiellonów

1994 – razem z M. Korneckim Polskie pomniki w świątyniach Rzymu

1998 - Sztuka w Polsce. Od I do III Rzeczypospolitej

2002 – Polska sztuka sakralna

kalendarium

1943 – wraz z rodziną przeniósł się do majątku matki w Bieżanowie

1944 – na konspiracyjnych kursach zdał maturę

1946–1949 – studiował w Akademii Handlowej

1946 – został współzałożycielem pierwszego w powojennej Polsce niezależnego klubu dyskusyjnego Logofagów, przez który w cotygodniowych spotkaniach w ciągu około dwóch lat jego działalności przewinęła się plejada wielkich nazwisk ze świata kultury, nauki, sztuki i literatury

1948–1952 – studiował historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim

1950 – przynależał do partii Wariatów Liberałów założonej przez Stefana Kisielewskiego i Zbigniewa Mehoffera

1950–1989 – członek Związku Literatów Polskich

1951 – rozpoczął pracę w Wojewódzkim Urzędzie Konserwatorskim

1952–1996 – należał do Związku Artystów Fotografików Polskich

1953 – wstąpił do Stowarzyszenia Historyków Sztuki

1968–1972 – redaktor Katalogu Zabytków Sztuki w Polsce w Instytucie Sztuki PAN w Warszawie

1971 – obronił pracę doktorską Rzeźba lat 1560–1650 na Śląsku Opolskim

1972–1975 – pełnił funkcję wicedyrektora do spraw naukowych w krakowskich Pracowniach Konserwacji Zabytków

1973 – został członkiem Komisji Architektury i Urbanistyki PAN w Krakowie

1975–1991 – wykładał historię sztuki na KUL

1975–1994 – członek Komisji Historii i Teorii Sztuki PAN w Krakowie

1979 – został członkiem Pen Clubu

1982 – habilitował się w Instytucie Sztuki w Warszawie (Działalność artystyczna Tomasza Tretera)

1983 – wyróżnienie Zasłużony dla Ziemi Krakowskiej

1987 – Złoty Krzyż Zasługi

1989 – członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich

1990 – otrzymał tytuł profesora KUL

1991–1998 – jako emerytowany profesor historii sztuki był wykładowcą krakowskiej ASP

1991 V 13-2005 – przewodniczący Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa

1994 – członek Komisji Historii Sztuki PAU

1997 V 12 – otrzymał medal UJ ‘Merentibus’

1997 – członek PAU

1999 – uhonorowany Nagrodą im. św. Brata Alberta w dziedzinie kultury i sztuki sakralnej

2001 III 28 – odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski

2001 VIII 29 – Krzyż Wielki Orderu Świętego Grzegorza Wielkiego za wybitne zasługi w ratowaniu zabytków sztuki sakralnej w Krakowie

2001 – otrzymał nagrodę im. A. Gieysztora za działalność na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego

2002 – otrzymał Laur Krakowa XXI wieku

2005 III 11 – otrzymał doktorat honoris causa Politechniki Krakowskiej

2007 XII 21 – w południowej fasadzie Bazyliki Mariackiej została uroczyście odsłonięta pamiątkowa tablica, zaprojektowana przez Marka Cempla, podobiznę profesora zaprojektował i wykonał prof. Stefan Dousa

źródła:

Władysław Tyrański, Kto jest kim w Krakowie, Kraków 2000

Jan Krzysztof Wasilewski, Tadeusz Chrzanowski (1926-2006), Biblioteka Uniwersytecka KUL

Jacek Olczyk, Życie literackie w Krakowie, Kraków 2016

Ewa Zamorska-Przyłuska, Przewodnik literacki po Krakowie i województwie małopolskim, Kraków 2010